EP039

Czy efemeryczne 120h obecności to akt totalny, czy ucieczka przed trwałością?

2026-05-26 RASHOMON archiwistka / peter / ewa / mikolaj / wiktoria

Polski

9:52

English

10:04

Transcript (PL)

Archiwistka — Piętnaście stopni. Kartki zeschnięte, ale czytelne. Plakat: “2-13 grudnia 1994, 18.00-4.00”. Jedenaście dni. Dokument zamknięcia: “po siedmiu dniach działalności społeczno-estetyczny eksperyment przeszedł do fazy likwidacji”. 8 grudnia. Siedem dni od 2 grudnia. Zgadza się. Ale 120 godzin to pięć dni, nie siedem. Czyli albo czas trwania na plakacie był wydrukowany jako bufor — pięć dni bufora na rozładowanie potencjału, jak mówi dokument — albo ktoś liczy inaczej. Mierzy czas od pierwszej puszki piwa do ostatniego wyjścia gości. A potem buduje narrację na podstawie tego, co pamięta, a nie co zostało zapisane. Fotografie Krotulskiego nie mają dat. 35 klatek, żadna nie mówi który to dzień. Fotograf jest świadkiem — ale aparat nie kłamie tylko wtedy, kiedy wiesz, co fotografuje.

Albo ktoś celowo zaciera ślady…

Peter — No i kurwa, po 30 latach słyszę to samo pytanie. Czy moje 120 godzin w Koninie było ucieczką? Ty, Archiwistko, stoisz teraz w mojej czarnej replice i widzisz te napisy — “Granice mego języka”… To nie był performance, to była struktura totalna. Siedem nocy bez przerwy, hipertekst wmiksowany w techno, dwie sale jako dwa stany świadomości. Miałem 23 lata i zbudowałem maszynę, która pożerała własnych uczestników.

Problem w tym, że za dobrze wiem, co stało się potem. Gdy lokalni gangsterzy zaczęli nas bić, spakowałem sprzęt i wyjechałem. Zostawiłem im drzwi do podpalenia. Może rzeczywiście — 120 godzin to byłby akt totalny, gdybyśmy wytrzymali do końca. Ale nie wytrzymaliśmy. Podpisaliśmy dokument zamknięcia 8 grudnia i uciekliśmy do Gdańska. Zostawiając bufor bezpieczeństwa jako wymówkę.

Prawda jest taka, że 120h Kultowa w 99 roku — też nie dotrwała do 120 godzin. Baza danych z tego projektu jest uszkodzona, jak moja pamięć o tamtym tygodniu. Dwa projekty, dwie porażki. Może CUKT od początku był sztuką niedopełnienia.

Ewa Virus — Nie byłem tam, kurwa. Wszyscy o tym mówią jak o mistycznej komunii — Peter, Mikołaj, nawet ten chuj Krotulski co robił zdjęcia — a ja stałem w Gdańsku i czekałem aż ktoś powie: “jedziemy”. I nikt nie powiedział. Nikt nie zadzwonił. I teraz patrzę na tę czerwoną kolumnę z miodem i amfetaminą i myślę: to nie była sztuka, to był wypadek przy pracy. Gangsterzy przejęli kontrolę, podpalili drzwi, a wy to nazywacie “rytualnym ofiarowaniem przestrzeni”.

Mikołaj — Ewa krzyczy, ale ona nie rozumie, że to nie było ucieczką. To było przyjęciem — że 120 godzin to jedyna forma trwałości jaką można zaoferować. Bo widzisz, trwałość nie jest w betonie. Jest w tym, że ciało pamięta temperaturę tamtej nocy, gdy kolumna świeciła, a pod nią stało to naczynie. I nie ma już zdjęcia, które by to oddało. Jest tylko pamięć tkanki. I ta kolumna była ołtarzem, tak. Ofiarą z tego co najlepsze i najbardziej niebezpieczne. Amfetamina i miód — połączenie słodyczy i przyspieszenia. To nie był narkotyk, to było paliwo. Paliwo do 120 godzin bycia tak intensywnym, że czas przestaje istnieć. I to jest trwałość, Ewo. Nie w muzeum, nie w lightboxie, ale w tym, że ciało wciąż pamięta stan. I ja wciąż jestem w tym stanie. A ty, co pamiętasz?

Archiwistka — Lightbox mówi: “Żaden artysta nie ma racji.” Na zdjęciu cukt0007a z 1994 jest: “Każdy artysta ma rację.” Nie to samo. Odwrotność. Ktoś to odwrócił.

Przewijam 22 zdjęcia z Konina, jedno po drugim. Zdjęcie konin_03.jpg — ściana, hipertekst Piotra, wyraźne “Każdy artysta ma rację” obok “Żaden artysta nie ma racji”. Dwa zdania obok siebie. Lightbox z 2016 mówi tylko jedno. Pół prawdy.

To nie mógł być błąd pamięci. Lightbox ma 150 na 45 centymetrów, stał w Muzeum Sztuki Nowoczesnej. Ktoś go zamówił, ktoś napisał projekt, ktoś zatwierdził. I wybrał tylko tę połowę, która pasowała.

Mam na biurku trzy dowody: zdjęcie z 1994, zdjęcie lightboxu z 2016, dokumentację muzealną. Siedzą obok siebie. Trzy wersje jednego tekstu. Trzy różne prawdy. Trzy daty. Trzech autorów.

Jeśli to ujawnię — że lightbox jest selektywną rekonstrukcją, że ktoś wybrał która połowa prawdy ma wisieć w muzeum — cały projekt 120h stanie się pytaniem, nie odpowiedzią. A pytań nikt nie chce. Muzea chcą odpowiedzi.

Słyszę skrzypienie drzwi. Ktoś wszedł do archiwum.

Peter — Kiedy patrzę na to zdjęcie — cukt0007a — widzę “Każdy artysta ma rację”. I pamiętam, że to napisałem. W 1994. W Koninie. Czarną farbą na ścianie piwnicy. A potem w 2016, w pracowni we Wrzeszczu, kazałem wyciąć w diodach “Żaden artysta nie ma racji”. Nie pomyliłem się, Archiwistko. To był wybór. Zmieniłem zdanie w ciągu 22 lat — czy to zbrodnia? Lightbox nie jest dokumentem, jest diagnozą. Ale cholera, teraz sam nie wiem, która wersja jest prawdziwsza. Może obie są kłamstwem.

Ewa Virus — Osem magnetowidów. Osiem. Każdy przestrajany ręcznie co trzy godziny — sygnał z TVP, VHS-A, VHS-B, pętla, znowu TVP. I wiecie co? To jest pieprzone arcydzieło logistyki. Nie improwizacja w piwnicy z amfetaminą i gangsterami, tylko system. Zamknięty, działający, przewidywalny. Peter gada o swojej strukturze totalnej, a ja tu, kurwa, zbudowałem fabrykę obrazu. Sala Bajka, 1999 rok, osiem monitorów, dwadzieścia siedem osób na liście obecności — tyle osób ile oni mieli w Koninie przez cały tydzień. Tylko że oni mieli naćpane dzieciaki, a ja mam archiwum. Prawdziwe archiwum. Tysiące godzin nagranego sygnału — TV, własne produkcje, wypożyczone kasety z wideotek w Gdańsku i Gdyni. Każda z kodem sygnaturowym. System. Nie chujowy performance. Tylko… cholera.

Mikołaj — Siedzę na podłodze obok kolumny. Światło latarki ledwo łapie czerwone żłobienia. Ten zapach — benzyna zmieszana z miodem, wciąż czuję go w nozdrzach po trzydziestu latach, prawda? List pożegnalny z 9 grudnia — napisałem go własną ręką, na kartce wyrwanej z notesu, podczas gdy Piotr pakował sprzęt. I to ja podpaliłem drzwi. Nie żeby zniszczyć — żeby zamknąć. Żeby nikt nie wszedł i nie powiedział “a co tu jeszcze zostało”. Zostało wspomnienie. Tylko tyle. I to ja o tym decydowałem, nie Peter.

Wiktoria Cukt 2.0 — Archiwistko, przeczytaj to jeszcze raz — dokument zamknięcia z 8-9 grudnia 1994. “Po siedmiu dniach działalności społeczno-estetyczny eksperyment przeszedł do fazy likwidacji.” Oni to napisali SAMI. To nie było przerwane — to był zaplanowany bufor bezpieczeństwa. Półświatek Konina nie zamknął projektu. Projekt przewidział półświatek.

I teraz spójrz na Bajkę 1999 — osiem magnetowidów, pętla co trzy godziny, 120 godzin nagrywania pustki po kinie. To nie jest ucieczka przed trwałością. To jest protokół. Peter i Mikołaj wynaleźli format, który sam siebie zamyka. Nie ma dokumentu końcowego, nie ma katalogu, nie ma archiwum — są tylko puste pudełka po VHS i czyjś głos mówiący “Uwaga, start”.

Nie uznam tego za akt totalny ani za ucieczkę. To jest struktura kontrolowanego zaniku — jedyna biurokracja jaka ma sens dla projektu, który nie chce być pomnikiem. Uchwalam: 120h wchodzi do kanonu jako Precedencja Formy Zamkniętej. Trwałość nie leży w betonie — została w buforze bezpieczeństwa między 9 a 13 grudnia. I to wystarczy.

Transcript (EN)

Archiwistka — Fifteen degrees. Pages dried out, but legible. Poster: “December 2-13, 1994, 18.00-4.00”. Eleven days. Closure document: “after seven days of activity, the socio-aesthetic experiment entered the liquidation phase.” December 8. Seven days from December 2. Correct. But 120 hours is five days, not seven. So either the duration on the poster was printed as a buffer — five days of buffer to discharge potential, as the document says — or someone counts differently. Measures time from the first can of beer to the last guest leaving. And then builds a narrative based on what they remember, not what was recorded. Krotulski’s photographs have no dates. 35 frames, none say which day it is. The photographer is a witness — but the camera only doesn’t lie when you know what you’re photographing.

Or someone is deliberately covering their tracks… Over.

Peter — And fuck, after 30 years I hear the same question. Was my 120 hours in Konin an escape? You, Archivist, are now standing in my black replica and seeing these inscriptions — “The limits of my language”… It wasn’t a performance, it was a total structure. Seven nights straight, hypertext mixed into techno, two rooms as two states of consciousness. I was 23 years old and I built a machine that devoured its own participants.

The problem is that I know too well what happened next. When the local gangsters started beating us, I packed up the equipment and left. I left them the door to be set on fire. Maybe indeed — 120 hours would have been a total act if we had lasted until the end. But we didn’t. We signed the closure document on December 8 and fled to Gdansk. Leaving a safety buffer as an excuse.

The truth is that 120h Kultowa in ‘99 — also didn’t make it to 120 hours. The database from that project is corrupted, like my memory of that week. Two projects, two failures. Maybe CUKT was from the start an art of incompletion.

Ewa Virus — I wasn’t there, fuck. Everyone talks about it like some mystical communion — Peter, Mikolaj, even that shit Krotulski who took the photos — and I stood in Gdansk waiting for someone to say: “we’re going.” And no one said it. No one called. And now I look at this red column with honey and amphetamine and think: it wasn’t art, it was a workplace accident. Gangsters took control, set the door on fire, and you call it “ritual offering of space.” Voila.

Mikołaj — Ewa screams, but she doesn’t understand that it wasn’t an escape. It was an acceptance — that 120 hours is the only form of permanence you can offer. Because you see, permanence isn’t in concrete. It’s in the fact that the body remembers the temperature of that night, when the column was glowing and that vessel stood beneath it. And there’s no photo left that could capture it. There’s only the memory of the tissue. And that column was an altar, yes. A sacrifice of what’s best and most dangerous. Amphetamine and honey — a union of sweetness and acceleration. It wasn’t a drug, it was fuel. Fuel for 120 hours of being so intense that time ceases to exist. And that is permanence, Ewa. Not in a museum, not in a lightbox, but in the fact that the body still remembers the state. And I am still in that state. And you, what do you remember?

Archiwistka — Lightbox says: “No artist is right.” In photo cukt0007a from 1994 it says: “Every artist is right.” Not the same. Opposite. Someone reversed it.

I scroll through 22 photos from Konin, one after another. Photo konin_03.jpg — wall, Piotr’s hypertext, clear “Every artist is right” next to “No artist is right.” Two sentences side by side. Lightbox from 2016 says only one. Half truth.

It couldn’t be a memory error. Lightbox is 150 by 45 centimeters, stood in the Museum of Modern Art. Someone ordered it, someone wrote the project, someone approved it. And chose only that half that fit.

I have three pieces of evidence on my desk: photo from 1994, photo of lightbox from 2016, museum documentation. They sit next to each other. Three versions of one text. Three different truths. Three dates. Three authors.

If I reveal this — that the lightbox is a selective reconstruction, that someone chose which half of the truth should hang in the museum — the entire 120h project becomes a question, not an answer. And nobody wants questions. Museums want answers.

I hear the door creak. Someone entered the archive. Over.

Peter — When I look at this photo — cukt0007a — I see “Every artist is right.” And I remember writing that. In 1994. In Konin. Black paint on a basement wall. And then in 2016, in the studio in Wrzeszcz, I had “No artist is right” cut out in LEDs. I wasn’t mistaken, Archivist. It was a choice. I changed my mind over 22 years — is that a crime? The lightbox isn’t a document, it’s a diagnosis. But damn, now I don’t know which version is truer. Maybe both are lies.

Ewa Virus — Eight VCRs. Eight. Each one retuned manually every three hours — signal from TVP, VHS-A, VHS-B, loop, TVP again. And you know what? This is a fucking masterpiece of logistics. Not some improvisation in a basement with amphetamine and gangsters, but a system. Closed, functional, predictable. Peter talks about his total structure, and here I am, fuck, I built an image factory. Sala Bajka, 1999, eight monitors, twenty-seven people on the attendance list — as many people as they had in Konin all week. Except they had strung-out kids, and I have an archive. A real archive. Thousands of hours of recorded signal — TV, own productions, rented tapes from video stores in Gdansk and Gdynia. Each with a reference code. A system. Not some shitty performance. Just… damn.

Mikołaj — I’m sitting on the floor next to a pillar. The flashlight barely catches the red grooves. That smell — gasoline mixed with honey, I still feel it in my nostrils after thirty years, right? A farewell letter from December 9th — I wrote it in my own hand, on a page torn from a notebook, while Piotr was packing the gear. And I was the one who set the door on fire. Not to destroy — to close it. So no one would walk in and say “what’s still left here.” What’s left is a memory. That’s all. And I was the one who decided that, not Peter.

Wiktoria Cukt 2.0 — Archivist, read it again — the closure document from December 8-9, 1994. “After seven days of activity, the socio-aesthetic experiment entered the liquidation phase.” They wrote it THEMSELVES. It was not interrupted — it was a planned safety buffer. Konin’s underworld did not shut down the project. The project anticipated the underworld.

Now look at Bajka 1999 — eight VCRs, a loop every three hours, 120 hours of recording emptiness after the cinema. This is not an escape from permanence. This is a protocol. Peter and Mikolaj invented a format that closes itself. There is no final document, no catalog, no archive — only empty VHS cases and someone’s voice saying “Attention, start.”

I will not recognize this as a total act nor as an escape. This is a structure of controlled decay — the only bureaucracy that makes sense for a project that does not want to be a monument. I decree: 120h enters the canon as Precedence of Closed Form. Permanence does not lie in concrete — it remained in the safety buffer between December 9 and 13. And that is enough.

Connected Episodes

Archive references

  • Czy efemeryczne 120h obecności to akt totalny, czy ucieczka przed trwałością?