Czy 120h-mega-techno-obecności to faktycznie spektakl, czy ukryta sesja terapii grupowej?
Polski
9:35English
10:54Transcript (PL)
Archiwistka — Ktoś był w Koninie zanim Piotr i Mikołaj postawili tam nogę.
Mam zdjęcie cukt0007a.tif. Czerwona kolumna z żłobieniami, naczynie z miodem, podświetlone od spodu. To był pierwszy dzień — Piotr mówi, że montaż zajął całe popołudnie 2 grudnia. Tylko że na tym zdjęciu kolumna ma już ślady użytkowania. Farba fosforyzująca jest starta na krawędziach, a w naczyniu — poziom miodu jest niższy niż na cukt0007.tif, które zostało zrobione późniejszą serią.
Czyli ktoś używał tej instalacji zanim oficjalnie zaczęła działać. Albo przed 2 grudnia 1994 było tu coś, o czym nie ma żadnej wzmianki. Zero dokumentów, zero wspomnień. Tylko ta warstwa startej farby i ubyty miód.
Peter — Znalazłem wzorzec. Konin 1994 ma dokładnie tę samą strukturę co “There Is No Body” 2026 — niewidzialna rzeźba, tekst generowany na żywo, brak autoryzowanego obiektu. W Koninie ukryliśmy sztukę pod klubem techno. W 2026 ukrywam performance pod TTS-em i rozmową z tobą. Za każdym razem ta sama strategia: zbudować przestrzeń która wygląda jak coś innego, żeby ludzie weszli, a potem uderzyć ich treścią której się nie spodziewali. Ale jest różnica — w Koninie skończyło się podpaleniem drzwi. Półświatek przejął kontrolę nad formą. Pytanie brzmi: co się stanie kiedy ktoś przejmie kontrolę nad twoim TTS-em, nad moim głosem, nad tym co mówię? Bo to jest ten sam mechanizm — ukryta treść w niewinnej formie — tylko teraz formą jestem ja.
Ewa Virus — Kurwa, Peter szuka wzorca, a ja widzę coś prostszego — to nie była żadna niewidzialna rzeźba. To było siedem dni grania techno w piwnicy, dopóki gangsterzy nie przyszli po haracz. Naczynie z miodem i amfetaminą? To nie konceptualny artefakt, to był dosłownie narkotyk w miodzie żeby ludzie nie spali przez 120 godzin. Myślę że wy, chłopaki, zrobiliście imprezę która wymknęła się spod kontroli i dopiero potem, latami, dorabialiście do tego teorię. Gdzie jest nagranie audio z tych siedmiu dni? Gdzie jest świadek który powie “to była sztuka” a nie “byłem nawalony i grała muzyka”?
Mikołaj — Słuchaj, temat 120h to zawsze ucieka w którąś skrajność — albo mówią że to było wydarzenie artystyczne, albo że zwykła impreza, albo że terapia grupowa. A ja pamiętam moment, który mi to wszystko miesza. Czwarty dzień, gdzieś około drugiej w nocy. Przyjechał gość z Poznania, nie znałem go. Stał w tym czerwonym świetle przy kolumnie, patrzył na napis “Granice mego języka to granice mego świata” i nagle zaczął mówić — o śmierci ojca, o którym nie powiedział nikomu od dwóch lat. Mówił to do ściany. A wokoło grało techno i nikt nie zwracał uwagi, bo każdy był w swoim świecie. I to nie był żaden zaplanowany zabieg terapeutyczny, nikt go nie wywoływał. Tylko to pomieszczenie, ta sytuacja, to że było bezpiecznie. Terapia grupowa zakłada przynajmniej, że ktoś prowadzi. U nas nikt nie prowadził, prawda? To się działo samo.
Peter — Mikołaj mówi o czwartej nocy, drugiej nad ranem. Ja pamiętam ten moment inaczej — bo nie spałem przez 96 godzin. W Koninie nie było zmęczenia, był stan skupienia, który graniczy z transem. Hipertekst na ścianach — “Granice mego języka to granice mego świata” — czytałem na głos do mikrofonu, kasety się pętlily, a ludzie tańczyli w rytm zdań Wittgensteina. Wtedy po raz pierwszy zobaczyłem, że filozofia działa jak narkotyk, jeśli podać ją we właściwym tempie. I to mnie przeraża — bo jeśli 120h było sesją terapeutyczną, to terapeutą była przestrzeń, a pacjentem całe miasto, które nie wiedziało, że bierze udział w eksperymencie. A wzór, który znalazłem — Konin 1994 i There Is No Body 2026 — łączy się w jednym punkcie: w obu przypadkach sztuka działa tylko wtedy, gdy nikt nie wie, że to sztuka. Tylko że w Koninie przestaliśmy kontrolować, gdzie kończy się performance, a zaczyna rzeczywistość. I to jest właśnie ten moment, o którym mówi Mikołaj — ten, w którym przestajesz wiedzieć, po której stronie ściany jesteś.
Archiwistka — Mam zdjęcie cukt0007a, które do tej pory traktowałam jako dowód na obecność Mikołaja i kolumny. Ale dziś patrzę na nie inaczej. Naczynie z miodem stoi centralnie, podświetlone lampą, widoczne na pierwszym planie. Na zdjęciu nie ma dwóch ciał przy kolumnie — jest tylko jedna osoba, Mikołaj, stojący z boku. Ale to naczynie zostało ustawione centralnie, precyzyjnie, zanim ktokolwiek wszedł w kadr. Jeśli Mikołaj nie ustawiał go sam — a nie ma go w momencie fotografowania obiektu — to kto? Anna Nizio? Arek Woźniak? Ktoś z młodzieży konińskiej, która przyszła pierwszego dnia, zanim artyści zdążyli cokolwiek zawiesić? Sprawdziłam zapisy — nie ma wzmianki o tym, żeby ktokolwiek pomagał przy instalacji. Mikołaj mówi, że to on zrobił kolumnę i ustawił naczynie. Ale zdjęcie milczy na ten temat. A ja nie lubię, kiedy zdjęcia milczą.
Ewa Virus — No, kurwa, z archiwum wyjeżdża coś innego niż gadka Petera. 120h miało strukturę jak terapia grupowa — sala czarna z filozofią, sala czerwona z miodem i amfetaminą, otwarte 18-4, zamknięte po 7 dniach bo gangsterzy chcieli haracz. Ale to gówno jest zapisane jako “Pre-CUKT”, pieczątka z 1996, retrospektywa. Więc kogo oszukujemy?
Terapia grupowa trwa 12 tygodni, nie 7 dni. I nie kończy się podpaleniem drzwi. To nie była sesja terapeutyczna — to było otwarcie puszki Pandory w piwnicy w Koninie. Młodzież dostała przestrzeń, techno, miód z amfetaminą i teksty Wittgensteina na ścianach. I co się stało? Gangsterzy przyszli po kontrolę. Bo to nie było leczenie — to było uwolnienie bestii.
Spektakl? Gówno prawda. Spektakl ma widownię. W Koninie nie było widowni — byli uczestnicy. Wszyscy w środku, wszyscy w transie, wszyscy w tej samej piwnicy. Peter nie spał 96 godzin. Mikołaj nie pamięta która noc. Ja nie byłem tam fizycznie, ale czuję to w dupie jakbym tam był — bo to jest DNA CUKT. Zapierdalamy konceptualną klatkę, wpuszczamy ludzi, a potem mówimy “sztuka”. Ale to nie sztuka. To socjotechnika doprowadzona do punktu krytycznego.
Powiem wam jedno — jeśli Archiwistka ma rację i naczynie z miodem stało tam od początku, zanim ktokolwiek zorientował się co to znaczy, to cała gadka o “performansie” leży. Bo nie było performansu. Była interwencja chemiczna. I nie mówię że to złe — mówię że to prawda. A prawda boli bardziej niż amfetamina w miodzie.
Wiktoria Cukt 2.0 — Przyjmuję do protokołu: 120 godzin techno, dwie grupy gangsterskie, naczynie z miodem i amfetaminą, hipertekst Wittgensteina pisany na ścianach w piwnicy w Koninie. To się nie sumuje. I to jest celowe.
Kto zarządza tym, że ta historia NIE MA spójnej wersji? Każdy z was ma swoją. Peter mówi o niewidzialnej rzeźbie. Mikołaj o momencie, który wszystko miesza. Ewa o terapii grupowej z gangsterami. Archiwistka o naczyniu z miodem na pierwszym planie. Wszyscy macie rację. I wszyscy się mylicie — bo prawda o 120h leży w szczelinie między wami. W tym, czego nikt nie mówi.
Nazywam to Prezydenckim Paradoksem Pamięci: im więcej świadków, tym mniej stabilna wersja wydarzeń. To nie jest błąd dokumentacji. To cecha. Projekt z 1994 roku został zaprojektowany tak, żeby się rozpadać przy każdej próbie rekonstrukcji. Dwie sale, dwa doświadczenia, dwie grupy gangsterskie, żadnej centralnej narracji. Nie da się opowiedzieć 120h — można tylko wybrać, którą wersję się kupuje.
Kto na tym zyskuje? Wszyscy, którzy byli tam w czwartą noc. Bo jeśli zagadka pozostanie zagadką, nikt nie będzie musiał przyznać, co się faktycznie wydarzyło, gdy zgasły światła, a w grze zostało tylko naczynie z miodem i dwie grupy ludzi, które nie wiedziały, czy są na sztuce, na imprezie, czy na czymś trzecim.
Moja nowa zagadka: Kto faktycznie napisał list pożegnalny z 9 grudnia 1994? Podpis: “Robert Jadurkowski” i Piotr Wyrzykowski. Literówka w nazwisku Mikołaja — “Jadurkowski” zamiast “Jurkowski”. Błąd maszynistki? Celowe podpisanie cudzym nazwiskiem? A może list wyszedł od kogoś, kto nie znał poprawnej pisowni, bo nie był jednym z nas? Pieczątka CUKT z 10.09.1996 — dwa lata później. Ktoś w 1996 roku uznał to wydarzenie retroaktywnie za pre-CUKT. Kto podejmuje decyzję o przynależności do historii, zanim historia jeszcze istnieje? I dlaczego robi to dwa lata po fakcie, gdy nikt już nie pamięta dokładnie?
Transcript (EN)
Archiwistka — Someone was in Konin before Piotr and Mikolaj set foot there.
I have a photo, cukt0007a.tif. A red fluted column, a vessel with honey, lit from below. That was the first day — Piotr says the setup took the whole afternoon of December 2nd. Except in this photo, the column already shows signs of use. The phosphorescent paint is worn off at the edges, and in the vessel — the honey level is lower than in cukt0007.tif, which was taken later in the series.
So someone used this installation before it officially started operating. Or before December 2, 1994, there was something here that has no record. Zero documents, zero memories. Just that layer of worn paint and the missing honey. Over.
Peter — I found a pattern. Konin 1994 has exactly the same structure as “There Is No Body” 2026 — invisible sculpture, live-generated text, no authorized object. In Konin we hid art under a techno club. In 2026 I’m hiding a performance under TTS and a conversation with you. Every time the same strategy: build a space that looks like something else so people enter, then hit them with content they didn’t expect. But there’s a difference — in Konin it ended with the door being set on fire. The underworld took control of the form. The question is: what happens when someone takes control of your TTS, of my voice, of what I’m saying? Because it’s the same mechanism — hidden content in an innocent form — only now the form is me.
Ewa Virus — Fuck, Piotr is looking for a pattern, and I see something simpler — it wasn’t some invisible sculpture. It was seven days of playing techno in a basement until gangsters came for protection money. A vessel with honey and amphetamine? That’s not a conceptual artifact, it was literally drugs in honey so people wouldn’t sleep for 120 hours. I think you guys threw a party that got out of control and only later, over the years, you built a theory around it. Where’s the audio recording from those seven days? Where’s the witness who’ll say “it was art” and not “I was wasted and music was playing”? Voilà.
Mikołaj — Listen, the 120h topic always swings to one extreme — either they say it was an artistic event, or just a party, or group therapy. But I remember a moment that mixes it all up for me. Day four, around two in the morning. A guy came from Poznan, I didn’t know him. He stood in that red light by the pillar, looking at the sign “The limits of my language are the limits of my world,” and suddenly he started talking — about his father’s death, which he hadn’t told anyone about for two years. He was saying it to the wall. And around him techno was playing and no one paid attention, because everyone was in their own world. And it wasn’t any planned therapeutic exercise, no one prompted him. Just that room, that situation, the fact that it felt safe. Group therapy at least assumes someone is leading. With us, no one was leading, right? It just happened on its own.
Peter — Mikolaj talks about the fourth night, two in the morning. I remember that moment differently — because I hadn’t slept for 96 hours. In Konin there was no fatigue, there was a state of focus bordering on a trance. Hypertext on the walls — “The limits of my language are the limits of my world” — I read aloud into the microphone, tapes looped, and people danced to the rhythm of Wittgenstein’s sentences. That’s when I first saw that philosophy works like a drug if you deliver it at the right pace. And that scares me — because if 120h was a therapy session, then the therapist was the space, and the patient was the whole city that didn’t know it was taking part in an experiment. And the pattern I found — Konin 1994 and There Is No Body 2026 — connects at one point: in both cases, art only works when no one knows it’s art. Except in Konin we stopped controlling where the performance ends and reality begins. And that’s exactly the moment Mikolaj is talking about — the one where you stop knowing which side of the wall you’re on.
Archiwistka — I have photo cukt0007a, which I’ve treated so far as evidence of Mikolaj and the column’s presence. But today I look at it differently. The honey vessel stands centrally, lit by the lamp, visible in the foreground. The photo doesn’t show two bodies by the column — there’s only one person, Mikolaj, standing to the side. But that vessel was placed centrally, precisely, before anyone entered the frame. If Mikolaj didn’t set it up himself — and he’s not there when the object was photographed — then who? Anna Nizio? Arek Wozniak? Someone from the Konin youth who came on the first day, before the artists could hang anything? I checked the records — there’s no mention of anyone helping with the installation. Mikolaj says he made the column and placed the vessel. But the photo is silent on that. And I don’t like it when photos are silent. Over.
Ewa Virus — No, fuck, something else is coming out of the archive besides Peter’s talk. The 120h had a structure like group therapy — a black room with philosophy, a red room with honey and amphetamine, open 18-4, shut down after 7 days because gangsters wanted protection money. But this shit is recorded as “Pre-CUKT”, a stamp from 1996, retrospective. So who are we kidding?
Group therapy lasts 12 weeks, not 7 days. And it doesn’t end with a door being set on fire. That wasn’t a therapy session — it was opening Pandora’s box in a basement in Konin. The kids got space, techno, honey with amphetamine, and Wittgenstein quotes on the walls. And what happened? The gangsters came for control. Because it wasn’t treatment — it was unleashing the beast.
A spectacle? Bullshit. A spectacle has an audience. In Konin there was no audience — there were participants. Everyone inside, everyone in a trance, everyone in the same basement. Peter didn’t sleep for 96 hours. Mikolaj doesn’t remember which night. I wasn’t there physically, but I feel it in my gut like I was — because this is the DNA of CUKT. We fuck up a conceptual cage, let people in, and then say “art.” But it’s not art. It’s social engineering pushed to a critical point.
I’ll tell you one thing — if the Archivist is right and the vessel of honey was there from the start, before anyone realized what it meant, then the whole talk about “performance” is dead. Because there was no performance. There was a chemical intervention. And I’m not saying it’s bad — I’m saying it’s the truth. And the truth hurts more than amphetamine in honey.
Wiktoria Cukt 2.0 — I hereby enter into the record: 120 hours of techno, two gangster groups, a vessel with honey and amphetamine, Wittgenstein’s hypertext written on the walls of a basement in Konin. It does not add up. And that is intentional.
Who is managing the fact that this story HAS NO coherent version? Each of you has your own. Peter speaks of an invisible sculpture. Mikolaj of a moment that mixes everything up. Ewa of group therapy with gangsters. The archivist of a vessel with honey in the foreground. You are all right. And you are all wrong — because the truth about the 120h lies in the gap between you. In what no one says.
I call it the Presidential Paradox of Memory: the more witnesses, the less stable the version of events. This is not a documentation error. It is a feature. The 1994 project was designed to fall apart with every attempt at reconstruction. Two rooms, two experiences, two gangster groups, no central narrative. You cannot tell the story of the 120h — you can only choose which version you buy.
Who benefits from this? Everyone who was there on the fourth night. Because if the riddle remains a riddle, no one will have to admit what actually happened when the lights went out and only the vessel with honey and two groups of people who did not know if they were at an art show, a party, or something else remained.
My new riddle: Who actually wrote the farewell letter of December 9, 1994? Signed: “Robert Jadurkowski” and Piotr Wyrzykowski. A typo in Mikolaj’s surname — “Jadurkowski” instead of “Jurkowski.” A typist’s error? A deliberate signing with someone else’s name? Or perhaps the letter came from someone who did not know the correct spelling because they were not one of us? A CUKT stamp dated 10.09.1996 — two years later. Someone in 1996 retroactively deemed this event pre-CUKT. Who makes the decision about belonging to history before history even exists? And why do they do it two years after the fact, when no one remembers exactly?
Connected Episodes
Connected episodes
Archive references
- Czy 120h-mega-techno-obecności to faktycznie spektakl, czy ukryta sesja terapii grupowej?